Byłam w Londynie. Było super.
Grudzień 14, 2011Miłość
Październik 21, 2011Odwiedziliśmy plan współfinansowanego przez PISF filmu „Miłość” – nowego projektu Sławomira Fabickiego (zdjęcia realizowano m.in. w supermarkecie oraz w jednym z warszawskich klubów). – Opowiadam o parze 30-latków (…). Dorobili się kredytu na dom, wreszcie po 10 latach mogą zdecydować się na dziecko i Maria zachodzi w ciążę. To jest para, która aspiruje do lepszego życia, natomiast przeszłość ciąży na nich, ta przeszłość im bardzo przeszkadza – mówił Sławomir Fabicki, zdradzając kulisy scenariusza. Warto wspomnieć, że etiuda szkolna Sławomira Fabickiego „Męska sprawa” w 2002 roku była nominowana do Oskara.
A rano…
Kwiecień 29, 2011Znowu będą Czechy!
(czyżby miał to być jedyny wpis w kwietniu?)
ukonczite vistup a nastup, drwi zawirajtsa
Marzec 13, 2011Cały wieczór i 4 ostatnie dni gadania głównie po angielsku sprawiają, że wydaje mi się, że mogę mieć coś do napisania. Mgliście. Wracając z nocnego pokazu (czyż „screeningu” nie brzmi lepiej?) trafiło do mojej głowy pierwsze zdanie, dajmy na to, powieści: „Ze wszystkich miast Europy najbardziej kochała Pragę”. Nie spodziewałabym się tego po sobie, będąc tu trzeci raz w życiu. Ale dziś, kiedy miałam wolne pół godziny między zajęciami a wywiadem i przespacerowałam się wokół, znalazłam miejsce, które mnie zauroczyło (nie wiem do końca czym) w 2008, kiedy w lipcu byliśmy w Pradze na koncercie Waitsa. Pamiętam, że nazajutrz łaziliśmy z P., żarliśmy oczywiście smażony ser w jakiejś odpowiednio sfatygowanej dekoracji, po czym odprowadziłam go na taksówkę na lotnisko. Well, okazało się, że postój taksówek jest pod moim obecnym hotelem. Po tym, jak się rozstaliśmy (a rozstania są zawsze tandetne i malownicze i łamiące serce, zwłaszcza z przyjacielem, z którym się razem dorastało, a teraz widuje się go co 3 lata) poszłam (znowu?) coś zjeść i znalazłam knajpę serwującą śniadania przez cały dzień. Ahaś, teraz pamiętam, że piłam tam tylko piwo i zachwycałam się tym menu. Na zewnątrz był napis METROPOLIS, co uwieczniłam na zdjęciu. Dziś znowu widziałam ten napis, dokładnie stałam w tym samym miejscu, całkiem przez przypadek. Oczywiście, nadal tajemnicą pozostają dla mnie miejsca, w których siedzieliśmy w roku 2007, kiedy byłam ponad tydzień w Pradze z Q. i z A. Zostały jakieś kawałki, małe. Że byliśmy w kinie Svetozor na „Stokrotkach” Chytilovej, że strasznie dużo chodziliśmy, że byliśmy tam, gdzie jest metronom (a kiedyś ponoć był gigantyczny pomnik Stalina), że odwiedziliśmy wesołe miasteczko i muzeum Muchy. Że strasznie smakowało mi jedno ciastko w knajpie Bohemia Bagel. Kiedy jadę gdzieś po raz kolejny, to chyba w żadnym innym miejscu nie robiłam się taka sentymentalna, jak w Pradze, gdzie poczułam swojskość zaraz po wyjściu z taksówki (czy muszę dodawać, że jakiejś mafijnej i przepłaconej, bo prosto z dworca, co wyrzucam sobie do tej pory). Tak, brama, gdzie jest knajpa „Biały Wieloryb” (po polsku nie brzmi, po czesku najlepiej) to ciągle to samo miejsce. Nie, nie wypiłam tam piwa, bo kiedy już chciałam wyłączyć telefon i włączyć czesky relax to zadzwonili i musiałam robić coś na kształt pracy, pojechałam na plan, zdjęcia trwały do 23 itd. I znowu mam tak, że jeszcze z 2 tygodnie i mogłoby mi się zacząć wydawać, że umiem coś powiedzieć po czesku. Tak czy owak, wyjazd obfituje w wiele miłych niespodzianek, na przykład takich że nie zgubiłam (!) jeszcze (!!) biletu powrotnego (!!!). Oraz mam pokój ogromny, oraz mam hotelową lodówkę, gdzie jest nawet szampan (!!!!). Mam tez paczkę orzechów brazylijskich, i paczka ta od środy się nie może skończyć. Oraz świat dokumentalistów wydaje się mały, wszyscy wszystkich znają. Wysłuchałam już setek barwnych opowieści o poprzedniej edycji warsztatów, a filmowiec z Łotwy zdążył mnie już sprowadzić do kopalni z moją wiedzą na temat budżetu na koprodukcje i finansowanie filmów w Polsce. Ale się nauczę, wiadomo. Jak zapytają, to może powiem z sensem.
Apropo sensu, czas na five senses, póki piwo i praca czekają:
seeing:
dokumentów 6 w dwa dni. Places, that I forgot about, but they’re still there
hearing:
kolacja z ludźmi zajmującymi się filmem dokumentalnym od 30 lat. 3 osoby, z którymi spędzę najbliższy tydzień bardzo intensywnie. Teraz zrozumiałam, co to znaczy Young at Heart.
tasting:
pyszna kolacja po dniu przepędzonym tylko na śniadaniu. Albo sałatka z owoców morza w domu towarowym koło hotelu.
smelling:
spring time in Prague
feeling:
curious, what the next week will bring…
30 pictures of something good
Luty 27, 2011Inspired by lovely Sandra Juto:
01 / someone i spend a lot of time with:
02 / a picture of myself:
03 / a picture of someone in my family:
04 / a picture of something that makes me happy:
05 / an old picture of myself:
06 / a picture of my sibling: no brother, no sis…
07 / a picture i never posted on my blog before:
08 / a picture of a person i miss:
09/ a picture that makes me happy:
10 / a relative of mine:
11 / a picture of my favourite place:
12 / a person i can tell everything:
13 / a picture of my everyday life:

14 / a picture from a place i love:
15 / a picture which reminds me of old times:
16 / a picture of friend from my childhood:
18 / an unusual picture:

19 / a picture of my spare time:
20 / a picture i’m satisfied with:
21/a picture of the people who are close to me:
(TMTM)
22 / a person who’s always there for me:
23 / a picture from a time in life i miss:
24 / a picture from last summer:

25 / a person who always makes me happy:
26 / someone i’m always having fun with:
27 / a picture i always laugh about:
29 / the latest picture of myself:
30 / someone i will never let go of:
Ok, and Five Senses Saturday:
seeing:
„Glee” season 1, ep. 2 and 3
tv with mom
hearing:
this mix & dreaming about summer
tasting:
from the previous week: berfi and laddu cakes
smelling:
the hospital where my mom was operated
feeling:
sleepy now
)
five senses saturday
Luty 19, 2011Zainspirowana blogiem Abby try again od dawna chciałam to zrobić, teraz „five senses saturday” służyć będzie podtrzymaniu bloga przy życiu, liczę też na to, że rozwinie się może w coś jeszcze…
Mimo, że wiedziałam o sporej ilości czekającej mnie dziś pracy sobota minęła spokojnie. Wstałam ok 9:30, prysznic, sałatka z quinoi, tuńczyka, pomidorków i szczypioru oraz żółtego sera na śniadanie. Książka, wizyta na BioBazarze, twarożek z wędzoną rybą, cebulą i szczypiorem. Praca, komputer, hummus i czerwona papryka.
seeing/reading:
„Między tęsknotą lata a chłodem zimy” Leifa GW Perssona (jestem na 166 stronie, fabuła nadal mglista)
śnieg śnieg śnieg w drodze na BioBazar
hearing:
Nowa płyta Asobi Seksu – „Fluorescence”
tasting:
dużo pyszności, ale najbardziej: piernikowe serce od Pauli pożarte na spółkę z G.
smelling:
kończące się mydło migdałowe w kostce, wędzony pstrąg, zapach piernikowego ciastka
feeling:
klawiatura stuk stuk stuk, by napisać relacje z Berlinale
Jutro kino z A. i może pojedziemy na zakupy.
Miłego weekendu!
(podziękowania dla Dominiki, że przypomniała mi o pisaniu bloga)
Filmy w 2010
Styczeń 8, 2011Przyszła pora na filmowe podsumowanie roku 2010. Widziałam chyba z tysiąc filmów i pewnie nie wszystkie sobie przypomniałam. Stąd też podział na 3 kategorie, zamiast jednej, jak to było rok temu. Pierwsze piątki są raczej przemyślane – tak pod względem tytułów, jak i kolejności. To co potem to trochę groch z kapustą. Nie zawsze są to nowości (jak Southland Tales czy American Astronaut; nie wymieniam tu filmów z klasyki kina). Ale wszystkie te filmy na pewno były warte obejrzenia. Mam nadzieję, że te tytuły będa dla was inspiracją i że je widzieliście już w kinach czy na dvd. Jeśli tak – chętnie poznam wasze opinie na ich temat.
FABUŁA: ZAGRANICZNE
Liban
Głód
Prorok
Fish Tank
Samotny mężczyzna
***
3 sezony w piekle
Brzmienie hałasu
Ludzie Boga
R
Trash Humpers
Daddy Longlegs (Go Get Some Rosemary)
Easier With Practice
Jak spędziłem koniec lata
Adrienn Pall
Son of Babylon
Ja też!
Nic osobistego
Reykjavik-Rotterdam
Gainsbourg
Sex&drugs&rock’n’roll
Jaśniejsza od gwiazd
Drum
Howl
I Love You Philip Morris
Southland Tales
Kinatay
Jo jak Jonatan
Win/Win
Nowhere Boy
Redland
Opona
Wyśnione miłości
American Astronaut
Pewien dżentelmen
FABUŁA: POLSKIE
Matka Teresa od kotów
Las
Erratum
Essential Killing
Wydalony
***
Wszystko, co kocham
Jestem twój
Chrzest
Ciemnego pokoju nie trzeba się bać
Młyn i Krzyż
Joanna
Wenecja
DOKUMENT
Koniec Rosji
Para do życia
Basquiat – The Radiant Child
Pamiątkowe filmy Pana X.
Wyjście przez sklep z pamiątkami
***
White Stripes – Under Great White Northern Lights
Driving Men
Warszawa do wzięcia
Freakonomia
Beats of Freedom
Na północ od Kalabrii
Poza zasięgiem
Ucieknijmy od niej
Osadne
Oko nad Pragą
All Tmorrow’s Parties
Idioci w Korei (Red Chapel)
Themerson i Themerson
Keep Surfing
Życie wewnętrzne Glena Goulda
2010 in review czyli nieustające postanowienie pisać więcej na blogu
Styczeń 2, 2011The stats helper monkeys at WordPress.com mulled over how this blog did in 2010, and here’s a high level summary of its overall blog health:

The Blog-Health-o-Meter™ reads This blog is doing awesome!.
Crunchy numbers

A helper monkey made this abstract painting, inspired by your stats.
A Boeing 747-400 passenger jet can hold 416 passengers. This blog was viewed about 2,600 times in 2010. That’s about 6 full 747s.
In 2010, there were 21 new posts, growing the total archive of this blog to 87 posts. There were 2 pictures uploaded, taking up a total of 195kb.
The busiest day of the year was January 8th with 53 views. The most popular post that day was nie wiemy która jest godzina, prześlijcie pieniądze.
Where did they come from?
The top referring sites in 2010 were kazuar.blog.pl, neonvault.blogspot.com, clanah.blog.pl, blogger.com, and twitter.com.
Some visitors came searching, mostly for mintaj78, kwestionariusz żiżka, kwestionariusz zizka, kuba chilczucki, and kwestionariusz Žižka.
Attractions in 2010
These are the posts and pages that got the most views in 2010.
nie wiemy która jest godzina, prześlijcie pieniądze October 2009
3 comments
Kwestionariusz Żiżka /1/ January 2010
1 comment
Top 5 Movies I’ve seen in 2009 & rest of the list (on my FB too) January 2010
1 comment
Trzy festiwale później June 2010
1 comment
These Days April 2010
2 comments
Mój (prawie) rok z polskim kinem
Grudzień 24, 2010What a difference a year makes. Gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że w 2010 zrobię dwa wywiady ze Smarzowskim, to bym go wyśmiała. Albo sprawdziła, co właśnie wypił albo zżarł. Gdyby ten ktoś dodał, że pojadę na festiwal w Karlowych Warach, gdzie będę siedziała w polskiej ekipie, tuż koło nagrodzonego Mateusza K. to bym się popukała w czoło. Jeszcze gdyby ktoś powiedział z kolei, że będę najlepsze filmy roku oglądać na sali gimnastycznej przerobionej na kino w Zwierzyńcu – czysta abstrakcja!
Nawet nie wyobrażacie sobie, jak dobry był to dla mnie rok…Nie wiem też, czy możecie sobie wyobrazić kogoś, kto z uśmiechem w poniedziałek, czy to upał czy to śnieg po kostki wędruje do pracy ulicą Senatorską w Warszawie, by potem skręcić w Moliera i od tyłu zakraść się do budynku, w którym mieści się kino Kultura. No dobra, bez przesady, to nie Truman Show i czasem nie chce mi się wyjść z domu. Nawet obserwuję u siebie ciągłe myślenie o pracy, co mi się wcale nie podoba. Jak w każdej pracy są scysje, pretensje, niezrozumienie. Zdarza mi się z czymś zapędzić, zdarza mi się po szczeniacku zaangażować i głupio, i z nerwem bronić swojej racji. Zdarza mi się też mieć dobry pomysł, w który mało kto chce uwierzyć. I lato na walizkach, z festiwalu na festiwal – pod koniec byłam naprawdę zmęczona…Tyle tytułów zlewa mi się w jedno…Ale nadal pamiętam, z jakim wzruszeniem oglądałam „Liban” czy „Głód” w Zwierzyńcu. Ale też dostaję dużo: realizacja większości zaplanowanych i wymyślonych rzeczy, wejścia na premiery, wyjazdy na festiwale, kolaudacje filmów zanim zobaczy je ktoś inny, rozmowy w pracy o filmach, które najczęściej są najzabawniejsze na świecie. Albo na przykład sam na sam z Dorotą Kędzierzawską na sali kinowej. Albo autograf Lecha Majewskiego w książce „Pielgrzymka do grobu Brigitte Bardot cudownej” i zaskoczenie reżysera, bo to ponoć bardzo rzadkie wydawnictwo. Cała masa takich momentów, mgnień, nieraz zauroczeń. Czekanie na oscarowe nominacje i „Królik po berlińsku”. No i uścisk ręki Bartka Konopki. Wywiady z dokumentalistami. Mariusz Grzegorzek, Jerzy Skolimowski patrzący ci prosto w oczy. „American Astronaut” i „Southland Tales” na nocnych pokazach w Kazimierzu. Niesamowici uczestnicy konkursu prelegentów filmowych w Zwierzyńcu i miły dzień z warsztatami tamże. Fajna energia organizatorów Off Plus Camery – to dzisiaj pamiętam bardziej, niż złość na biuro prasowe i nigdy nic nie wiedzącą informację. No i rozmowę z braćmi Safdie, którą mam w takim małym archiwum rzeczy, których nie udało się zamieścić na stronie. Tak jak rozmowy z autorem filmu „R”, który ma ogromnego pecha, że tak blisko ma do francuskiego „Proroka”. Gdynia i spacery z Zygmuntem, i bieganie z seansu na seans, i żal że się nie wstało na „Made In Poland” Wojcieszka (do tej pory nie obejrzane). Nocne maratony filmowe na Sputniku do 4tej. Bracia Quay mijani na ulicy we Wrocławiu. Wizyty na planach filmowych. Wiseman w Warszawie, Mekas w Krakowie. Wizyty w Filmotece Narodowej. Zjazd pisarzy i filmowców w Zegrzu. Krakowski Festiwal Filmowy i seans w kinie Mikro, gdzie w duchocie na pełnej sali i w towarzystwie międzynarodowego jury oglądałam „Poza zasięgiem” Kuby Stożka, który za miesiąc pokaże ten film w Sundance. Seanse w Krakowie mają też to do siebie, że zaraz się spotka kogoś znajomego, z kimś się umówi, ktoś przyjedzie. Dlatego pamiętam, jak na Kazimierzu wcinaliśmy kluchy z Greebem i Yssy i w rezultacie nie poszłam na „Złego porucznika” Herzoga (też do tej pory nie obejrzałam). Właśnie, Herzog – i jego masterclass podczas Planete Doc Review! I „Koniec Rosji” Michała Marczaka tam obejrzany, potem świetne spotkanie z reżyserem…Ach, jeszcze pokazy sejmowe – pierwszy raz obejrzane „Wszystko co kocham” (po raz pierwszy też Mateusz K. na żywo) i „Beats of Freedom”. Na tym seansie 7 kwietnia spotkaliśmy Arkadiusza Rybickiego, który 3 dni później zginął w katastrofie rządowego samolotu. Nieudane polowanie na rozmowę z Jane Campion. Marek Lechki w Karlowych Warach. Odkrycia, na które nie trafiał jakoś nikt inny: Agnieszka Grochowska nagrodzona w Norwegii czy Abel Korzeniowski w Ghent. No, strasznie dużo tego. To ja już pójdę spać, na pewno nie przyśni mi się nawet, co będę robiła w 2011. W życiu nie zgadnę.


























