Trzy festiwale później

Och, tyle razy chciałam napisać nową notkę! Pierwszy wolny weekend od dawna. Staram się, zmuszam się, żeby nie myśleć o tym, czego nie zdążyłam zrobić w piątek w pracy. Tonik i truskawkowy smoothies w Zagadce na elektoralnej – takie są zalety braku internetu w domu.

Po trzech festiwalach (no dobra, między Doc Rev a Gdynią był tydzień przerwy) człowiek powinien mieć trochę wolnego ale sam sobie chce chodzić jak ten wół i oracz to sobie chodzi. Do pracy nawet z własnym wentylatorem, żeby mieć chłodniutko. Ale było fajnie, muszę przyznać. Doc Rev no to jak w domu bo w Warszawie i z Irminą dużo, a już prawie nic nie pamiętam, no może że Irek przysłał mi zdjęcie z Dr Nakamats – bohaterem jednego z filmów.

Potem była Gdynia i wspaniałe mieszkanie wynajęte, gdzie internet pięknie śmigał a siedzieliśmy sobie w kuchni (w której spał Rafał) i pisaliśmy popijając piwo. Była też Gala w Sopocie i nawet się ubraliśmy elegancko, a w zasadzie mogliśmy przyjść w piżamach bo zamiast bankietu mieliśmy siedzenie w konferencyjnej sali i pisanie relacji na kolanie (konkretnie na 2 połączonych krzesłach – bo sala może i konferencyjna ale od stołu do gniazdka daleka droga). W Gdyni chodziłam sporo do kina i często z Michałem Zygmuntem. I nawet byliśmy w greckiej knajpie i w barze kwadrans też (to chyba tak się nazywa ten bar, może mi sie mylić z barem zegar, który odwiedzaliśmy na studiach). W dodatku mieliśmy z mieszkania do festiwalowego centrum 5 minut. To było życie. No i była druga gala, dla odmiany siedziałam na schodach a nie w jakimś pokoju prasowym i pisałam na żywo relację na profil na facebooku. Wspaniałe było to że był darmowy miejski internet do złapania w namiocie, gdzie odbywało się wręczenie nagród. Aha, Alicji Bachledy-Curuś nie widziłam nawet z daleka, przez cały festiwal. Za to widziałam pod Hotelem Gdynia Eryka Lubosa – ma bardzo ładną (choć podniszczoną) walizkę malowaną w krowie łatki. Byliśmy też dwa razy w dresiarskim Barbadosie – gdzie piłam najlepsze w świecie piwo z syropem co nazywało się “karmelowa blondynka”. Ten drugi raz co tam poszliśmy to po zakończeniu festiwalu – zamiast na bankiet. Durni. A no i czego żałuję że mogłam obejrzeć WIĘCEJ filmów – np. nie zobaczyłam “Made in Poland”.

W niedzielę wracaliśmy z Gdyni pociągiem pełnym gwiazd: spotkaliśmy w warsie m.in. Bartka Konopkę, Pawła Salę i Feliksa Falka (już widzę miny malkontentów, że co to za gwiazdy, żadna tam Brangelina – ale nasza polska sitwa).

W Krakowie już sobie nie żałowałam kina i chodziłam aż do zapaści (no dobra, byłam blisko – od 10 do 23 w kinie). Poza tym już podczas Gdyni rozwinęłam w sobie system funkcjonowania od 8 rano do 2 giej więc byłam permanentnie na spięciu jakimś. Na szczęście luzowało mnie jak zawsze koleżeństwo i krakowska blaza przy knajpianym stoliku. Ale mnóstwo dobra obejrzałam, to fakt. Świetne “Poza zasięgiem” Kuby Stożka, nowe filmy Koszałki, ciepły zagraniczny “Perfect World” i świetny “Driving Man” w tłumaczeniu Greebo. No i Mekas, choć to nie każdy lubi. Ja bardzo i żałowałam, że nie zdecydowałam się pójść na trwający 5 h film o przepięknym tytule “Kiedy szedłem przed siebie, widziałem krótkie mgnienia piękna”. Ogromnie dużo jedliśmy, wszystko przez Q – np. w knajpie z polską kuchnią “Polakowski”. (nie wiem czemu piszę teraz kursywą, za cholerę nie wiem).

Koleżanki z pracy pokazały nam też świetny lokal “Dynia” na krupniczej.

No dobra, dosyć tej kursywy. Powiem wam tylko że dobrze jest wrócić do WWA. Wczoraj znowu piątek z gotowaniem u chłopaków na powiślu – tym razem z Młynarskim zrobiliśmy guacamole – tzn. ja przyniosłam 2 avocado i książkę, gdzie był przepis. Siedziałam, czytałam a Grzesiek robił. A Michał i Seba zrobili sałatkę z grilowanych młodych ziemniaków, tofu wędzonego, pomidorów, masy warzyw i sosu musztardowego. Mlask.

Potem nocna włóczęga – m.in. w 5-10-15 (absolutnie fantastyczne podwórko) i w Planie b. Wróciłam ok 2:30.

Dziś w planie pikniki: naukowy i co jest grane. Na razie robię nic w Zagadce. Uwielbiam lato. Ciao.

Jedna odpowiedź do “Trzy festiwale później”

  1. greebo mówi:

    ten mekas 5-godzinny byl hardkorem. Mam jego minutowy fragment ktory asia przyslala jako uzasadnienie dlaczego chce dziada zajebac

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 442 other followers